„Olej kolej” czy „Droga droga” ?

Przywrócenie po latach remontów przepustowości linii kolejowej na odcinku Kraków – Katowice od 13 grudnia br. spowodowało spore zmiany u przewoźników pasażerskich. Najpierw u kolejowych – zarówno rozkładowe jak i biletowe – oferta liczby połączeń osobowych i pospiesznych znacząco wzrosła, ceny biletów ostatecznie stanęły na 13 zł za pociąg Polregio lub Kolei Śląskich, zaś 15,90 zł za szybszy PKP Intercity, zaś czasy przejazdu wahają się pomiędzy 0:58 a 1:15 h z łączną liczbą ponad 30 par w dobie. Szybko zareagowali też przewoźnicy autobusowi obniżając cenę biletu na tej trasie z 17 do 12 zł. Przy okazji jeden z nich zaproponował hasło tej promocji, które brzmi „Olej kolej”. Należy pogratulować inwencji „copywrighterskiej”, chociaż nie da się ukryć, że jest to raczej sposób z palety negatywnego wyrażania się o konkurencji…

Przez długie lata przewoźnicy drogowi pomiędzy miastami Śląska i Zagłębia a Krakowem byli swoistymi beneficjentami bardzo nietypowej sytuacji rynkowej, gdzie autostrada A4 lub alternatywna DK94 przez Olkusz miały nad równoległą do niej linią kolejową nr 133 przewagę porównywalną ze sportowym walkowerem. Przewoźnicy drogowi nie mogli nie dostrzegać nadchodzących w końcu zmian na torach, gdyż o horyzoncie końca prac modernizacyjnych i powrocie kolei do gry mówiło się już głośno od roku czy dwóch. Więc nowy kolejowy rozkład jazdy nie powinien być zupełnym zaskoczeniem. A stał się, jak widać.

Można było oczekiwać powrotu pasażerów na kolej, gdyż jest to najszybsza alternatywa. Zwłaszcza, że nie prowadzi ona pasażera do głębokiej frustracji podczas stania w korkach na autostradowych bramkach lub przy dojeździe do samego centrum stolicy województwa – jednego lub drugiego.

Przewoźnicy drogowi mogli – choć nie musieli oczywiście – zawczasu spróbować usadowić się w może nieco mniej komfortowej niszy – za to takiej, w której nie będą mieli konkurencji kolejowej. Przykładem mogłyby być połączenia z miast, które nie mają połączenia kolejowego w ogóle, bądź oferta prowadząca w kierunku Krakowa nie jest obecnie zbyt atrakcyjna i wymaga przesiadek. Przykładem takich połączeń mogłyby być:

– Tarnowskie Góry – Piekary Śląskie – Bytom – Siemianowice Śl. – Czeladź – Dąbrowa Górnicza – Sławków – Olkusz – Kraków

– Gliwice – Mikołów – Tychy – Bieruń – Oświęcim – Zator – Skawina – Kraków

– Racibórz – Rybnik – Żory – Pszczyna – Brzeszcze – Oświęcim itd.

bądź też skomunikowane z pociągami trasy „prostopadłe” do linii kolejowej 133 (a dlaczego by również nie powiązane biletowo w jakiś sposób?)

Oczywiście proponowane trasy nie są najszybsze, nie tak „wahadłowe” jak Katowice – Kraków po A4, ale i tam wskutek korków nie można było liczyć w godzinach szczytu na punktualny dojazd do miejsca przeznaczenia. Za to przewoźnicy mieliby szansę pozyskać zupełnie nowe grupy pasażerów, którzy dziś być może mają jedyną alternatywę w postaci samochodu osobowego. Wydaje się, że jest to warte poświęcenia nieco czasu i wysiłku. Być może popartego prostymi badaniami ankietowymi wśród dotychczasowych pasażerów, zapytanych gdzie widzieliby nowe miejsca przystanków. I wówczas można byłoby mówić o rozwiązaniu typu win-win, z korzyścią przede wszystkim dla pasażera. Po zaproponowaniu takich rozwiązań, komplementarnych do – owszem, dotowanych, ale również bardziej ekologicznych, co w XXI w. nie jest już bez znaczenia – połączeń kolejowych, przewoźnicy szynowi nie musieliby myśleć o tym czy odpowiedzieć kolegom z autobusów hasłem brzmiącym np. „Droga jest droga”, tylko wspólnie mogli planować jeszcze ciekawsze rozwiązania dla pasażerów. Bo to o nich w końcu chodzi.

Nie podejmujemy się w tym miejscu analizy składników kosztowych przewoźników drogowych i kolejowych, czy też skali dotacji do tych ostatnich. Wskazujemy tylko, że tam, gdzie są tory, i to w dobrym stanie – powinno być miejsce głównie dla kolei pasażerskich. Nie wyklucza to zupełnie zbiorowej komunikacji drogowej na tych trasach, ale jej rola powinna być raczej uzupełniająca, komplementarna do podstawowej oferty kolejowej. Natomiast tam, gdzie kolei nie ma, a mieszka dużo ludzi (a tak jest na obszarze województwa śląskiego, zwłaszcza konurbacji) – jest miejsce dla jak najczęściej kursujących autobusów i autokarów. Być może również z czasem – elektrycznych.

To jest sposób myślenia o przyszłości nas wszystkich – tych, którzy podróżują; tych, którzy mieszkają obok dróg i wreszcie tych, którzy dopiero przyjdą na świat po nas.

PS. Fotografia przedstawia elektryczne zespoły trakcyjne Impuls w barwach województw śląskiego i małopolskiego, jadące w trakcji ukrotnionej jako pociąg Polregio w dniu 13.12.2020, tj. pierwszym dniu nowego rozkładu jazdy. Taka symboliczna sytuacja tuż pod Katowicami.

Jedna myśl na temat “„Olej kolej” czy „Droga droga” ?

  1. Pingback: Olej i kolej…

Dodaj komentarz